Cykl prac dotyczący obecności, zniknięcia i powrotu glonu, który kiedyś tworzył podwodny krajobraz polskiego bałtyckiego wybrzeża. Choć glon ten nadal jest obecny w innych częściach Bałtyku, z polskiego wybrzeża zniknął on całkowicie w latach 70. XX wieku.
<>
Widlik zaostrzony
2026, intarsja (brzoza karelska, stal), 18 x 23 cm

Główne powody tego zniknięcia były dwa: z jednej strony lata powojenne to czas katastrofalnego zanieczyszczenia i eutrofizacji Morza Bałtyckiego. Niefiltrowane ścieki spływały z kolejno tworzonych zakładów przemysłowych – niektóre bezpośrednio do morza, inne do rzek, które swój bieg również kończyły w tym samym miejscu. Rozwój przemysłu i czas podnoszenia się ze zniszczeń drugiej wojny światowej, był dla Morza Bałtyckiego czasem ekologicznej zapaści.
W latach ‘60 zaczęto przemysłowo poławiać algi, głównie był to widlik – glon, który tworzył z morszczynem podwodne skupiska. Widlik poławiano, by produkować z niego m.in. substancję żelującą agar. Jednak podczas obliczania podwodnych zasobów widlika pomylono się wielokrotnie i w ciągu kilku lat wyłowiono prawdopodobnie nawet połowę populacji. Morszczyn znikał razem z nim.
<>
Morszczyn przytwierdzony do kamienia
2026, intarsja (czeczota topolowa, czeczota orzecha kalifornijskiego, stal), 29 x 61 cm

Zatoka śpiewających traw to romantyczna powieść obyczajowa napisana w 1967 roku przez polską powieściopisarką Stanisławę Fleszarową-Muskat, w której widoczne jest znaczenie glonów dla regionu. “Dorota, młoda naukowczyni wraz z zespołem pracuje nad eksperymentalną metodą produkcji agaru. Podczas prac w Zatoce Puckiej poznaje kaszubskich rybaków i poławiaczy alg. Jej uwagę przyciąga Dominik, przystojny kapitan trawlera. Między bohaterami zawiązuje się nić sympatii. Dorota staje przed dylematem. Znając tryb życia marynarskich rodzin, obiecała sobie, że nigdy nie zwiąże się z człowiekiem wychodzącym w morze. Jednak teraz serce podpowiada jej zupełnie coś innego… Czy odważy się pójść za jego głosem?”
Moment, w którym po raz pierwszy zobaczyłam morszczyn
2026, intarsja (brzoza karelska, stal), 34×24 cm

Po raz pierwszy zobaczyłam morszczyn pęcherzykowaty w Norwegii w roku 2022. Było to Morze Norweskie – północna część Norwegii, w rejonie koła podbiegunowego. Przybrzeżne łąki morszczynów oddychały razem z przypływem i odpływem. Były to łąki wielogatunkowe, widziałam morszczyn pęcherzykowaty, piłkowany, listownice i wiele wiele inne organizmów. Różnice w wysokości wody były duże, więc morszczyn w czasie odpływu kładł się w powoli schnących ciężkich od wody łąkach. Podczas przypływu nagle zaczynał tańczyć pod wodą wznosząc się lekko i szybko dzięki pęcherzem pławnym wypełnionym podnoszącym go gazem. Obfitość morszczynowych łąk była odurzająca, zupełnie inna od morza, które znam najbardziej – morza które jest ubogie w gatunki, dużo bardziej puste, dużo mniej przejrzyste.
<>
Przypływ
2026, intarsja (brzoza karelska, stal), 24×55 cm

Wodorosty – potoczna nazwa glonów, organizmów wodnych o miękkich ciałach.
<>
Odpływ
2026, intarsja (brzoza karelska, stal), 24×55 cm

Morszczyn pęcherzykowaty, widlik oraz trawa morska to trzy najważniejsze gatunki tworzące razem podwodne skupiska. Morszczyn i widlik dobrze znoszą słabe zasolenie, stąd obecność właśnie tych gatunków w Morzu Bałtyckim. Są to gatunki, dzięki którym pojawiają się inne – tworzą siedliska, w których mogą żerować, chronić się i rosnąć ryby, małże, wieloszczety itp.
<>
Morszczyn dryfujący w toni morskiej
2026, intarsja (czeczota topolowa, czeczota orzecha kalifornijskiego, stal), 61 x 29 cm

W ostatnich latach naukowcy z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk zaobserwowali coraz liczniejsze podwodne skupiska niezakotwiczonego morszczynu. Takie maty unoszą się w toni morskiej i nie są przytwierdzone do podłoża. Są siedliskiem dla gatunków takich jak:
morszczyn pęcherzykowaty
widlik zaostrzony
trawa morska
sercówka
omułek
pąkla niespodziewana
mszywioły
chełbia modra
nereida różnokolorowa
kiełże
krabik amerykański
kura diabel
babka bycza
stornie
wężynka
iglicznia
Morszczyn w takich siedliskach występuje w formie dryfującej – nie przytwierdzonej do podłoża. W takiej formie morszczyn rozmnaża się bezpłciowo – jest klonem samego siebie i rozmnaża się przez podział plechy. Trwają badania genetyczne, które potwierdzą skąd pochodzą te osobniki, jednak najprawdopodobniej nie przypłynęły one z innych części morza, tylko zwiększają one swoją populację już na miejscu. Można zaobserwować, że morszczyn występujący w tych siedliskach przygotowuje się do rozpoczęcia rozmnażania płciowego.
<>
Ostatnia gałązka morszczynu zerwana w 1977 r.
2026, intarsja (czeczota topolowa, czeczota orzecha kalifornijskiego, stal), 126 cm x 36 cm

W 1977 r. ostatnia gałązka morszczynu zaobserwowana przez badaczkę, została przez nią zerwana w celu dalszych badań. Od tej pory, pomimo poszukiwań, nie znaleziono innego przytwierdzonego do podłoża morszczynu na polskim wybrzeżu.
<>
Morszczyn głęboko na dnie
2026, intarsja (czeczota topolowa, czeczota orzecha kalifornijskiego, stal), 101 cm x 35cm

W latach 90’ próbowano reintrodukować morszczyn, okazy przywożono i zanurzano w okolicach Klifu Orłowskiego, jednego z niewielu miejsc polskiego wybrzeża, które posiada kamieniste dno, konieczne dla morszczynu w celu zakotwiczania się do podłoża. Próby to skończyły się niepowodzeniem. Według badaczy z Instytutu Oceanologii PAN, najlepsza rzecz, którą można zrobić obecnie dla morszczynu, to zostawić go w spokoju.
<>
Nosy jak butelki
2026, intarsja (brzoza karelska, stal), 18 x 23 cm

Woda wygładza butelkowe szkło, znikają ostre krawędzie, kształty się zaokrąglają, ostre kawałki roztrzaskanych butelek zmieniają się w obłe kamyczki. Butelki powoli przestają wyglądać jak ludzkie śmieci.
<>
Oczy jak butelki
2026, intarsja (brzoza karelska, stal), 18 x 23 cm

Bałtyk to morze, z którego kraje europejskie przez wieki pozyskiwały kamienie. W XIX i XX wieku masowo wyławiano głazy, by używać ich do budowy fundamentów, falochronów, ulic itp. W wielu krajach europejskich istniał nawet zawód wyławiacza kamieni, a sam preceder w niektorych państwach został zabroniony pod koniec XX wieku.
<>
Usta jak butelki
2026, intarsja (brzoza karelska, stal), 20 x 20 cm

Twarde podłoże w Bałtyku sukcesywnie znikało, w wraz z nim miejsca, w których można zakotwiczyć się do podłoża.
<>
Jednak w perspektywie koewolucyjnej gatunek ludzki nie tylko udomawiał, ale był też udomawiany. Podążając za sformułowanym przez Stacy Alaimo postulatem zwiększenia widzialności „nieludzkich sprawczości i trajektorii” w antropocenicznych narracjach, przyglądam się przeszłości antropocenu przez pryzmat wspólnej roślinnoludzkiej historii, współstawania się, sympojezy. Podążając z kolei za spostrzeżeniem Ursuli K. Heise, że nasze ludzkie pojmowanie innych istot oraz nasz do nich stosunek „staje się częścią opowieści, które ludzkie społeczności opowiadają same o sobie: opowieści o początkach, rozwoju, tożsamości i możliwych przyszłościach”, oraz za sformułowanym przez Donnę Haraway postulatem tworzenia nowych opowieści o splecionych historiach i złożonych relacjach istot ziemskich („Ma znaczenie, jakie historie kształtują światy, jakie światy opowiadają historie”), opowiadam o ludzkim pragnieniu słońca i roślinnym pragnieniu mobilności, zaspokajanych jedynie dzięki wielogatunkowym i wieloczynnikowym relacjom i splotom. Proces koewolucji roślin i ludzi – przekształcanie ciał i zaspokajanie pragnień – zasilany jest bowiem potrzebami biochemicznych produktów fotosyntezy po stronie człowieka i mobilności poprawiającej plenność po stronie roślin.
(Magdalena Zamorska, Bylica pospolita, “synfitonizm” i ekspozycje ludzko-roślinnych historii, Kultura Współczesna, 1(113/2021)
